Jak w 40 Minut Wyleczyłem Atopowe Zapalenie Skóry – „Nieuleczalną” Chorobę

Atopowe zapalenie skóry - nieuleczalna choroba

Idąc sobie przez ten świat zauważyłem, że im bardziej szukam wiedzy na własną rękę, zamiast ślepo wierzyć społeczeństwu, tym moje życie z dnia na dzień bardzo szybko staje się coraz lepsze. Tak właśnie się stało, gdy w 2012 roku poznałem Germańską Nową Medycynę i wyleczyłem atopowe zapalenie skóry w jakieś 40 minut.

Teraz zaczął się 8 rok od momentu, gdy widziałem je ostatni raz i nigdy w życiu nie spodziewałbym się, że lekarstwo jest tak proste!

Zacznijmy jednak od początku.

Jak zaczęło się moje atopowe zapalenie skóry?

Mniej więcej w 2005 roku na rękach zaczęły mi się pojawiać różne alergie i zmiany skórne, właściwie znikąd.

Wikipedia tłumaczy atopowe zapalenie skóry (AZS, egzema) jako przewlekłą chorobę zapalną skóry, przy której pojawia się m.in. silny świąd.

Przyczyny są nieznane, ale mogą to być np. czynniki genetyczne czy środowiskowe, takie jak alergeny, temperatura i wilgotność powietrza, substancje w powietrzu, zanieczyszczenie środowiska czy stres.

Wyczytałem też, że pacjenci mający AZS powinni wiedzieć, że „leczenie tego raczej trwa długo i rzadko kiedy całkowicie eliminuje chorobę”.

Taka nowoczesna ta nasza medycyna, taka pomocna… Jestem pod wrażeniem osiągnięć 2000 lat ewolucji.

To świetnie, bo poniżej zobaczysz, że to co mówią lekarze, to nie jest do końca prawda.

Gdy alergolog zrobił mi testy, powiedział, że jestem uczulony praktycznie na wszystko – pyłki kwiatów, kurz, sierść psa i podobne rzeczy.

Dwóch różnych lekarzy powiedziało, że będę musiał używać maści sterydowych i jakichś leków, których nazw nawet nie umiem wymówić, prawdopodobnie do końca życia, bo nie ma na to lekarstwa.

W tamtym momencie nie wiedziałem kompletnie niczego o medycynie. Medycyna, to były dla mnie tabletki i witamina C, a obcy gość w białym fartuchu to był autorytet, bo przecież on jest lekarzem.

Tak samo jak rodzice i nauczyciele, gdy jesteś dzieckiem. Byłem zwykłym, szarym człowiekiem.

Losowe uczulenie

Gdy przychodziła wiosna, powinno pojawiać się uczulenie i alergia. Gdy dotykałem psa – to samo. Czasami tak było, czasami nie. To było całkowicie losowe.

I tak właśnie minęło mi 7 lat życia. Ogólnie ta choroba to nic fajnego. Wyobraź sobie, że na Twoich rękach pojawiają się znienacka swędzące krosty, skóra robi się sucha i zarumieniona, a czasem nawet pojawia się coś w rodzaju łusek.

To wszystko pojawia się kiedy chce, czasami znika, ale zazwyczaj długo nie.

Więc przez całkiem długi czas robiłem to, co mówili mi rodzice i lekarze, nie myśląc nawet, że da się tego pozbyć. Zmuszony byłem używać maści sterydowych, by m.in. natłuścić skórę i przynieść sobie trochę ulgi. I tak przez 7 lat.

Poprawa jakości wzroku

Różne przełomy zaczęły się w 2011 roku. Wtedy to, ucząc się jeszcze w szkole, miałem problemy ze wzrokiem. Mała wada, ale jednak przeszkadzająca.

Parę lat wcześniej interesowałem się nieco psychologią, tym jak działa nasz mózg, jak szybciej zapamiętywać i jak szybciej się uczyć. Trochę też medytowałem, czasami w większych ilościach, dochodząc do 2h dziennie.

Z jakiegoś bliżej nieznanego mi powodu, pewnie z ciekawości, wpisałem w Googlu „jak wyleczyć wadę wzroku” czy coś podobnego. Pośród wielu artykułów naukowych oraz informacji o tym, że „się nie da”, znalazłem książkę „Naturalne leczenie wzroku bez okularów”, Dr William H. Bates.

Okazało się, że przedstawione tam ćwiczenia relaksacyjne, pozwoliły mi dosyć szybko, bo w ciągu kilku tygodni luźnych ćwiczeń z dołączoną tablicą, uzyskać całkowicie ostry wzrok.

Co ciekawe, mając ostry, zrelaksowany wzrok, zauważyłem, że nauka idzie jakoś lepiej, szybciej, przyjemniej. Uzdrowienie wzroku bardzo ustabilizowało mój umysł – pracował wydajniej, a ja byłem dużo spokojniejszy na codzień.

Choroba dziadka – diagnoza: rak płuc

Czy to było w 2011, czy może rok przed – nie ważne. Dziadek poszedł na rutynowe badania i okazało się, że lekarz zauważył jakieś małe zmiany w jego płucach. Niby nic, ale skierował dziadka do innego specjalisty, by ten to zbadał.

I tutaj niestety zaczyna się ważny moment, bo dziadek usłyszał „może mieć Pan raka płuc”. Ta wiadomość była dla niego szokiem, z którym nie bardzo mógł sobie poradzić, ani porozmawiać z kimś, kto by go uważnie wysłuchał. Palił papierosy, więc dodatkowo uruchomił sobie poczucie winy z tym związane.

Dołączając do tego media, które zaprogramowały go, że „ten kto ma raka, zazwyczaj umiera lub bierze chemioterapię”, pojawił się dodatkowy stres.

Byłem zbyt młody, by cokolwiek z tego rozumieć, więc jego zdrowiem zajęli się lekarze i rodzice.

Dalsza historia to już próby leczenia raka płuc. Jeżdżenie od lekarza do lekarza, regularne wizyty, super diety, specyfiki typu sok z buraków, dobre suplementacje i różnorakie inne rozwiązania, których celem było pozbycie się nieuleczalnej choroby.

Kolejny rok był dla mnie całkowitym punktem zwrotnym, szczęściem w nieszczęściu.

Na początku 2012 roku mój dziadek, bratnia dusza, z którym miałem świetną relację, któremu zawdzięczam piękne dzieciństwo, który czytał mi polskie baśnie i legendy na dobranoc, po ponad roku walki z rakiem… umiera.

A nazywając rzeczy po imieniu, zostaje zamordowany przez onkologów, bo dostał chemio-„terapię”.

To jeden z tych tzw. „skutecznych leków”, który właściwie to nie działa, ale… „takie czasy, nic nie zrobisz”. Więc 2000 lat rozwoju poszło w ch…

Kto wczyta się w historię i połączy kropki (przemysł rakowy), ten dowie się, że ten cudowny specyfik miał swoje początki jako gaz musztardowy używany podczas II Wojny Światowej do zabijania ludzi. Bez komentarza…

Kilka tysięcy lat ewolucji i nikt nie wymyślił niczego skuteczniejszego, niż całkowite zatrucie organizmu, by go… wyleczyć? Spokojnie, to tylko jeden z żartów dzisiejszej medycyny. Jeśli poczytasz o chorobach stworzonych na siłę, takich jak „zespół niespokojnych nóg”, sam pewnie dojdziesz do podobnych wniosków.

Kiedyś uznaną metodą leczenia było upuszczanie krwi. Z tego powodu zmarł m.in. George Washington. Gdy ktoś sugerował, by lekarze myli ręce przed rozpoczęciem operacji, nazywany był szarlatanem. Dzisiaj szarlatanami nazywa się lekarzy, którzy nie chcą stosować chemioterapii, ale wolą inne, alternatywne terapie.

Świat zwariował całkowicie, paranoja goni paranoję i tak już od lat…

Przez 2 tygodnie byłem w transie

Po śmierci dziadka, pierwszy raz w życiu poczułem, że jestem sparaliżowany. Nigdy wcześniej nie czułem tak dużej ilości pustki, smutku i bezsilności na raz. Byłem całkowicie sparaliżowany i jakby odłączony od tego świata.

Krótko po tym, gdy trochę się otrząsnąłem, spontanicznie pojawił się we mnie pewien rodzaj transu, który trwał około dwóch tygodni.

Obsesyjnie zacząłem szukać informacji, typu: „jak powstaje rak”, „jak wyleczyć raka”, „leczenie raka płuc” itd. Dużo się dzięki temu nauczyłem, choć teraz już wiedziałem, że wszystkie te obietnice od rodziców i lekarzy, typu „zrobimy wszystko co w naszej mocy”, tak naprawdę go… zabiły.

Po przejściu przez kilkaset stron i artykułów, od różnych diet (nie działały), suplementacji (nie działały), pocieszania (bo przecież nic innego nie da się zrobić), trafiłem na stronę o Germańskiej Nowej Medycynie, która raka płuc wytłumaczyła w całkiem prosty i logiczny sposób, z pozycji naszego organizmu.

Czym jest Germańska Nowa Medycyna?

Jest to nowy sposób patrzenia na to, jak i dlaczego choroby (łącznie z rakiem) pojawiają się w naszym ciele, łącznie z założeniem, że ciało i umysł są nierozerwalnie połączone ze sobą przez całe nasze życie. Więcej o tej medycynie poczytasz wpisując: „Germańska Nowa Medycyna”, „Totalna Biologia” lub „Recall Healing”

Standardowo odradzam Wikipedię – o niewygodnych sprawach nie znajdziesz tam rzetelnych informacji.

Krótko mówiąc, choroby powstają przez stres w różnych rejonach naszego życia, a dokładnie mówiąc przez to, jak Ty ten stres odczujesz, zinterpretujesz. Bruce Lipton, jako jeden z wielu badaczy, m.in. w książce „Biologia Przekonań” potwierdził, że sygnały środowiskowe z zewnątrz naszych komórek, kontrolują DNA naszego ciała.

Germańska powstała w 1981 roku w momencie, gdy autor – Gerd Ryke Hamer – austriacki onkolog, po stracie syna dostał nagle raka jąder. Całkowicie zdrowy, wysportowany człowiek nagle, bez żadnego logicznego powodu, zapada na chorobę, która zabiła już miliony ludzi. Coś tu nie gra…

Zaczął więc przeprowadzac wywiady ze swoimi pacjentami i zaczął zauważać bezpośredni związek między przeżytym wcześniej stresem, szokiem, traumą, a chorobami, jakie pojawiały się ciele.

Dzięki temu dokonał odkrycia, za które powinien dostać ze 3 nagrody Nobla, ale… nikomu nie było to na rękę i – standardowo – zmarł jako wyklęty i zapomniany lekarz.

Przyczyna raka płuc u mojego dziadka?

Duży stres, który odczuwasz jako „strach przed śmiercią”. Ważne jest słowo odczuwasz, bo 10 osób może daną sytuację przeżyć na 10 różnych sposobów. Jeśli uznasz, że dana sytuacja zagraża Twojemu życiu, mózg automatycznie zaczyna zwiększać ilość pęcherzyków płucnych, żebyś miał więcej tlenu, byś mógł przetrwać, bo zbliża się śmierć.

Nawet jeśli jest to tylko wymyślone przez Ciebie, pamiętaj, że mózg nie rozróżnia czy coś jest rzeczywiste czy tylko wymyślone. Dla mózgu wszystko jest rzeczywiste. Wyobraź sobie, że zjadasz teraz soczystą, kwaśną cytrynę – skoro fizycznie jej nie zjadasz, to dlaczego Twój mózg wysłał rozkaz „wyprodukuj ślinę”?

Gdy bardzo dokładnie poskładałem sobie wszystkie sytuacje związane z dziadkiem i prawdopodobne momenty, w których mógł odczuć strach przed śmiercią, doznałem olśnienia. Całkowita racja, wszystko się zgadzało!

Wszystko z dziadkiem było w porządku do momentu, gdy nie trafił na to jedno badanie do lekarza, w którym otrzymał diagnozę „coś jest w pana płucach”. Wtedy każdy wiedział, że rak oznacza duże problemy, a nawet śmierć. Więc kolejne badanie i następne, a u dziadka tylko rósł głęboki strach przed śmiercią, m.in. dzięki mediom. On sam nawet o tym nam powiedział, ale nikt nie był gotowy go wysłuchać…

Gdy przeżywasz taki szok konfliktowy (DHS) jako wydarzenie nagłe, niespodziewane + trudne dla Ciebie + odczute w izolacji, Twój mózg aktywuje SBS, czyli Specjalny Biologiczny Program związany z danym organem.

Jak wyleczyłem atopowe zapalenie skóry?

Mimo, że nigdy wcześniej nie wierzyłem w tego typu tematy, to Germańska Nowa Medycyna wyjaśniła chorobę mojego dziadka w całkiem logiczny, przekonujący sposób.

Przez parę dni myślałem o tym i próbowałem jakoś się do tego przekonać, ale z natury jestem raczej sceptykiem i wątpię w rzeczy, których sam nie doświadczyłem, albo wydają się bezsensowne. Po prostu nie dochodzi to do mnie i zostaje w głowie jako „ciekawostka”.

Krótko potem wpadłem na pomysł, że skoro mam problemy z moimi rękami już od dobrych 7 lat, to przecież mogę spróbować. Nie mam kompletnie nic do stracenia, w najgorszym wypadku stracę parę godzin na szukanie wiedzy i tyle.

Znalazłem artykuł, w którym znalazłem wyjaśnienie działania SBSu (programu biologicznego) naskórka, czyli tego, co dzieje się z naskórkiem, gdy przeżywamy jakieś psychiczne konflity, stresy, sytuacje o konkretnym zabarwieniu, również wskazanym w artykule.

Artykuł twierdził, że jest to emocjonalny konflikt „rozłąki, zerwania kontaktu”, np. z mamą, grupą ludzi, rodziną, miejscem, wydarzeniem. Ten typ rozłąki może być taki, że chcesz się z kimś rozłączyć (wtedy, tak jak u mnie, reaguje m.in. zewnętrzna część dłoni) lub nie chcesz (wtedy reagują miejsca, którymi np. przytulamy się do innych – wewnętrzna część dłoni, rąk, czy też brzuch).

Konflikt z kolei oznacza, że masz jakiś konkretny psychiczny/emocjonalny problem (o konkretnej treści), który trzeba rozwiązać, i jest duża szansa na to, że pochodzi on z dzieciństwia, gdzie jeszcze nie umiemy sobie za bardzo radzić z emocjami, choć też nie do końca. Rozwinięcie Germańskiej Nowej Medycyny, czyli Totalna Biologia (Recall Healing) udowadnia również, że różnego rodzaju choroby dziedziczymy po naszych przodkach, po całym drzewie rodzinnym.

Gdy kiedyś, bodajże w 2018 roku skorzystałem z takiej sesji terapeutycznej (również jako sceptyk), byłem zdumiony jak wiele rzeczy odziedziczyłem po dziadku, inne po cioci, a najwięcej po rodzicach. Logika mi wysiadła, tutaj działają jakieś inne siły 😉.

Zaczynam proces samoleczenia

Wyczytałem, że aby rozpoczęła się faza zdrowienia danego narządu (u mnie: skóry rąk), trzeba wrócić do tej sytuacji, która uruchomiła fazę aktywną choroby i przeżyć ją jeszcze raz, zaakceptować, pogodzić się, wybaczyć.

W tamtym momencie znałem tylko medytację, relaksację Jacobsona i coś tam kiedyś czytałem o akceptacji, ale i tak nie wiedziałem jak to robić.

Usiadłem więc na krześle i zacząłem od 10 minut medytacji i lekkiego oddychania, by zrelaksować umysł i ciało. Zaczęła pojawiać się jakaś dziwna ekscytacja („ciekawe co się stanie”).

Potem, przez 10-15 minut zacząłem samemu sobie zadawać pytania, takie jak:

  • Skąd się u mnie wzięło atopowe zapalenie skóry?
  • Jak mogę to wyleczyć?
  • Dlaczego mam to uczulenie? Do czego jest mi to potrzebne?
  • Czy jeśli już to mam, to czy w jakiś sposób pomaga to dla mojego ciała? Jeśli tak, to jak?

I różne inne, intuicyjne pytania wokół tego tematu, a potem wsłuchiwałem się w odpowiedzi, które pojawiały się w głowie.

Miałem cały czas przed oczami artykuł, w którym jasno było napisane „rozłąka”, więc szukałem takiego wydarzenia w swoim życiu. Po kilku minutach zadawania sobie pytań zauważyłem, że one tak naprawdę odpalają we mnie jakieś stany emocjonalne, takie wrażliwe punkty.

Jedno z pytań sprawiło, że pojawił się u mnie gniew, drugie – smutek. Przy jeszcze innym czułem, że chce mi się płakać, potem przyszła frustracja, nienawiść, strach i stres.

Kilka minut później przyszła mi do głowy myśl „ale ja nie lubię uczucia kurzu, takie to lepkie i niewygodne”. Co ciekawe, czułem że najbardziej wrażliwym punktem pod tym kątem są właśnie dłonie, na których miałem atopowe zapalenie skóry.

Będąc w tym stanie relaksacji, podszedłem do szafy i wziąłem spod niej trochę kurzu, który potem położyłem sobie na dłoniach. Dokładnie tam, gdzie wcześniej pojawiało się atopowe zapalenie skóry.

Nie było to nic przyjemnego, ooooj nie. Praktycznie w tej samej chwili pojawiła się wielka fala strachu, przerażenia i był to jeden z najtrudniejszych momentów do przejścia. Ale nie chodzi o jakiś ból fizyczny. To nie było przyjemne psychicznie i emocjonalnie.

Ja, siedząc niczym zrelaksowany mnich, czując ten cały strach zacząłem spontanicznie obserwować co się dzieje.

Pojawiały się nowe pytania: „O co tu chodzi, skąd jest ten strach? Przecież nic złego mi się nie dzieje, to tylko kurz. Dlaczego umysł mi wariuje i się boi? Boi się kurzu?”.

To było moje pierwsze tak głębokie spotkanie z emocjami.

Teraz, po raz pierwszy w życiu nie reagowałem na strach automatycznie. Byłem przestraszony, czułem to, ale byłem też ciekawy. Artykuł mówił, by pozwolić sobie odczuwać wszystko, co przychodzi, co się pojawia w ciele.

Chciałem przestać i uciec, ale coś mi mówiło, że warto jeszcze chwilę w tym stanie zostać. Taka walka dwóch światów – dobra i zła.

Zauważ: nie traktowałem już strachu jako mojego wroga, ale raczej jako uczucie, które przyszło, by pomóc mi coś zrozumieć. To podejście zmieniło BARDZO DUŻO!

Gdy w końcu zrozumiesz, że ani ciało, ani emocje nie są Twoim wrogiem, ale raczej że próbują Ci coś przekazać, wszystko co robisz całkowicie się zmienia.

Zaczyna się faza zdrowienia!

Ostatnia część procesu, czyli faza zdrowienia, zaczęła się w momencie, gdy poczułem, że emocje typu strach, smutek zaczynają opuszczać moje ciało. To jest właśnie takie uczucie, jakbyś nagle zrzucił 10 kg wagi albo pogodził się po wieloletniej kłótni z kimś bliskim. Coś opuściło moje ciało i czułem to bardzo wyraźnie!

Praktycznie w tym samym momencie moje ręce stały się całkowicie zaczerwienione (2-3 razy mocniej niż normalnie) i gorące, dokładnie tam, gdzie wcześniej była egzema, ale już nie czułem żadnego bólu czy dyskomfortu, a raczej przyjemne ciepło.

Ręce były gorące i zaczerwienione przez 10-15 minut, a potem stała się najdziwniejsza rzecz, której chyba nigdy bym się w tamtym momencie nie spodziewał.

Artykuł miał rację. Germańska Medycyna mi pomogła. Atopowe zapalenie skóry całkowicie zniknęło, ręcę stały się zupełnie czyste, a ja mocno czułem, że to już się zakończyło! W 40 minut!

Co ciekawe, egzema wróciła jeszcze raz w 2013 roku, praktycznie o tej samej porze (w zimę – styczeń lub luty 2013). Może dlatego, że natura lubi działać w cyklach i czasami sprawdzać, czy naprawdę poradziliśmy sobie z daną sytuacją.

Zrobiłem to samo, co rok wcześniej, tyle że krócej – cały proces trwał 15-20 minut. Dziś, w maju 2020, kiedy piszę ten artykuł, mamy już rozpoczęty 8 rok od tego momentu, a ja nigdy więcej nie miałem wysypki na rękach. Myślę, że zniknęło to całkowicie.

Koniec z maściami, lekami, dyskomfortem i uczuleniami.

Czego nauczyło mnie moje uzdrowienie?

To trochę śmieszne, bo dzisiaj, w 2020, pamiętam tą sytuację jak scena z filmu. Zdarzyły się rzeczy, których nigdy w życiu bym się nie spodziewał i wprowadziły dużą, totalną rewolucję do mojego życia.

Śmieszne jest też to, że nigdy tak naprawdę nie odkryłem co było przyczyną zapalenia skóry. Jedyne co zrobiłem, to zadawałem sobie pytania, a w odpowiedzi otrzymywałem emocje, które wystarczyło uwolnić z mojego ciała. Zero logiki, maksimum odczuwania.

Cała reszta, czyli proces zdrowienia, mamy już zapisany w ciele, więc potoczył się automatycznie.

Jestem też przekonany, że gdy następnym razem mózg uzna, by aktywować AZS ponownie – ono się pojawi. Tak działa nasze ciało. Zadaniem mózgu jest utrzymanie nas przy życiu i czasami robi to w (na pierwszy rzut oka) nielogiczny sposób. Jednakże, moja świadomość i zrozumienie choćby swojego ciała wzrosło do takiego poziomu, że doświadczenie DHSu jeszcze raz jest bardzo mało prawdopodobne.

Ty uruchamiasz chorobę (Twój mózg), a potem Ty ją wyłączasz. Paradoksalnie, jest to dla Ciebie dobre, bo pozwala Twojemu ciału przetrwać, choć niektóre instrukcje umieszczone w mózgu mogą być na pierwszy rzut oka bezsensowne, niezrozumiałe, ale tutaj działają prawa biologii.

Ważne, by nie trzymać takiego konfliktu w sobie zbyt długo, dopiero wtedy robią się problemy.

Moja świadomość wzniosła się o kilka pięter do góry

Doświadczyłem cudu, czegoś co było uznawane za świat medyczny za niemożliwe. Zrozumiałem więc, że cały system medyczny jaki teraz mamy, nie służy do tego, by o Ciebie dbać.

Idziesz do lekarza, który widzi Cię pierwszy raz na oczy i oczekujesz, że dostaniesz jakąś pomoc? Pamiętasz, by jakiś lekarz zapytał Cię o Twoje emocje, stan psychiczny, co czułeś? A skąd, przecież lepiej dać tabletkę na wszystko. Wskazówka: jeśli chcesz dostać paracetamol, jedź do Wielkiej Brytanii. Tam dają go na wszystko.

Prawda jest taka, że to Ty jesteś swoim lekarzem i masz wszystko czego potrzebujesz, by sam siebie uzdrowić. Możesz się wspierać suplementami, ziołami i podobnymi rzeczami, ale to Ty wywołujesz chorobę (a raczej Twoja reakcja na świat zewnętrzny) i Ty ją kończysz – Twój mózg i Twoje ciało.

Nie licz na to, że leki Cię wyleczą

„Wyleczą” jest słowem kluczem. Leki mają Cię leczyć, najlepiej przez 20 lat non stop, ale nigdy wyleczyć.

Leczenie ludzi się nie opłaca. Kto chciałby zrezygnować z super samochodów, dużej kasy, sponsorowanych wycieczek? Nikt nie ma w tym interesu, bo rolą biznesu jest… generowanie zysków. Przypominam, że firmy farmaceutyczne, to… FIRMY. Ich intencją nie jest rezygnowanie z dochodów.

A na zdrowych ludziach jeszcze nikt się nie dorobił, tak samo jak na dzieciach i ludziach, którzy zmarli. Zadaniem systemu jest utrzymywać Cię w stanie pomiędzy, byś był przemęczony, zestresowany i drenowany z życiowej energii. Wtedy kupisz leki, wtedy będziesz szukał ulgi. Perpetuum mobile.

Bądź bardzo sceptyczny do tego, co mówi Ci społeczeństwo. ZAWSZE!

Gdybym uwierzył w to, że atopowe zapalenie skóry jest nieuleczalne, pewnie do dziś musiałbym z tym żyć. Nie wyobrażam sobie, bym znowu chciał tego doświadczyć.

Ludzie mają dzisiaj tak mocno wyprane mózgi, że będą się z Ciebie śmiać za każdym razem, gdy powiesz coś o naturalnym leczeniu. Jeśli doktor z 5 wyrazami przed nazwiskiem i w białym kitlu powie, że „NIE”, to nikt tego nie zrobi… Serio?

Natura już jest idealna i nie ma w niej przypadków. Wszystko jest połączone, a każda choroba ma swój sens, który zrozumiesz dopiero w momencie, gdy wyrzucisz syf, którym przez całe życie karmiło Cię głęboko chore społeczeństwo.

Przy okazji, rzeczy, które my dopiero dzisiaj odkrywamy, jak np. „wszystko jest połączone”, porządek w chaosie, fizyka kwantowa i podobne tematy, one były znane przez starożytne cywilizacje już tysiące lat temu, więc to nawet nie jest nowa wiedza. Po prostu ta wiedza została przed nami ukryta.

Nazwijmy to po imieniu: to jest KPINA, że cały czas, od dziesiątek lat, żyjemy w jakimś gównie, a wszyscy celebryci i inne instagramowe gwiazdeczki się z tego cieszą.

Podobna sytuacja ma miejsce dzisiaj, gdzie minister zdrowia raz mówi o tym, że maseczki nic nie dają i nie wie po co ludzie je noszą, potem mówi, że trzeba je nosić, a chwilę później sam ich nie zakłada, bo przecież nie ma objawów… A tępe owieczki i baranki się z tego cieszą i dalej czekają na swojego pasterza… Aaaaameeeeen.

Lekarze: robicie tak naprawdę chu**wą robotę. Leczycie symptomy zamiast dojść do źródła i w końcu tych biednych ludzi wyleczyć. Nie mówię tutaj o dziedzinach takich, jak chirurgia, gdzie niezbędna jest szybka pomoc – i tutaj robicie zajebistą robotę, ale Wasze dzisiejsze leczenie chorób przewlekłych to dno dna.

 

Podsumowując już…

W ten oto sposób nieszczęśliwe wydarzenie otworzyło moje życie na świat emocji i ducha, i od tej pory już nic nie jest takie, jak wcześniej. Moje spojrzenie na świat zmieniło się całkowicie w ciągu tej jednej sesji uzdrawiania, która prawdopodobnie nigdy by się w moim życiu nie pojawiła, gdyby nie śmierć dziadka.

Początkowo nie było mi łatwo tego przetrawić, ale wielu autorów książek sugeruje, że tak naprawdę nie jestesmy swoim ciałami, a duszami, które mają fizyczne doświadczenie. Te właśnie dusze komunikują się ze sobą „gdzieś tam na górze”, na wyższych poziomach.

Jestem coraz bliżej by uznać to za prawdę, choć ze względu na swoją sceptyczną naturę, ciągle jeszcze szukam 🙂

Jednym z etapów moich poszukiwań jest rzucenie programowania, pisanie tego bloga i przejście do poważnej nauki rzeczy, które dają realne korzyści, zamiast dopracowywać świecidełka w internetowych aplikacjach.

Życzę Ci prawdziwego zdrowia i wysokiej świadomości! Daj znać w komentarzu co o tym sądzisz…

2 myśli na “Jak w 40 Minut Wyleczyłem Atopowe Zapalenie Skóry – „Nieuleczalną” Chorobę”

    1. Będę jeszcze chwilę pracował, ale samo tworzenie nagrań o programowaniu zajmuje tak dużo czasu (+ materiały się szybko dezaktualizują), że do momentu, gdy nie wróci mi 100% pasja – już w to nie wchodzę 🙂

      Są dużo bardziej ciekawe, praktyczne dziedziny, jak np. duchowość (nie mylić z religią), która sprawia, że Twoje życie namacalnie (bez ściemy) staje się kilka razy lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *