„Przebudzenie” – Kontemplacje z De Mello

Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji.

 

Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni są co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większość ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie są w stanie tego pojąć, gdyż pogrążeni są we śnie. Śnią sen prawdziwie koszmarny.

 

Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki.

 

„Oddaj mi moją żonę”. „Przyjmij mnie znowu do pracy”. „Oddaj mi moje pieniądze”. „Zwróć mi moją wcześniejszą reputację”. Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócono im dotychczasowe zabawki. Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga wyrzeczeń.

 

Przebudzenie – Anthony de Mello

 

Ludzkość śpi, a najbardziej Ci, którzy głośno krzyczą, że już się przebudzili.

Mało kto zadaje sobie pytanie „kiedy to się zaczęło?”. Wiele wskazuje na to, że kiedyś, na etapie starożytnych cywilizacji, wiedza ludzi była dużo bardziej potężna od naszej, dzisiejszej.

W wielu channelingach, choćby z mieszkańcami Agarthy, podziemnego miasta, pojawia się przekaz mówiący o tym, że odeszli oni od naszej, sztucznej technologii tak bardzo, jak się tylko dało. Technologia pomagała im w wielu aspektach życia, ale w efekcie zablokowała ich naturalne zdolności (które dzisiaj nazywamy paranormalnymi), do których każdy miał dostęp poprzez rozwój swojej świadomości.

Dzisiaj, nasi fizycy odkrywają wiedzę sprzed kilku tysięcy lat na nowo. Cały czas oczywiście mainstreamowi naukowcy chcą tego typu odkrycia zdewaluować, bo oznaczają one konieczność przepisania chyba każdej dziedziny nauki jaką znamy, ale ten postęp jest nieunikniony.

Jesteśmy dzisiaj zafascynowani technologią i świecidełkami, które dla wielu wtajemniczonych są już znane od dziesiątek lat. Jesteśmy zahipnotyzowani tym, jaki nasz świat jest piękny, trzymając jednocześnie głowy w coraz lepszych smartfonach, z jeszcze większą ilością aparatów.

To wszystko to jest sen, ale w dzisiejszym zahipnotyzowanym świecie zauważy to tylko osoba, która przeszła przez obie strony barykady. Gdy sam zostałem minimalistą, oddałem lub sprzedałem praktycznie wszystkie rzeczy, które posiadałem i zacząłem jeździć na podróże, które dla wielu okazałyby się „hardkorowe”, zacząłem to wyraźnie zauważać.

Mając ze sobą plecak, namiot, śpiwór, trochę wody i jedzenia, przemierzałem Norwegię czy Hiszpanię nie wiedząc tak naprawdę do końca co robię i gdzie jadę, czułem się jednocześnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nie miałem przy sobie praktycznie niczego (nawet mój telefon nie miał nawigacji ani dotykowego ekranu), i prawdopodobnie to sprawiło, że czułem tak wielkie połączenie ze Źródłem, z Matką Ziemią, z całym wszechświatem. Po prostu nie było przeszkód i rozpraszaczy, takich jak dzisiejsza technologia.

 

„Wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno.”

Nie jest to wygodna prawda i było już wielu autorów, którzy pisali o tym, że cały świat jest jednym wielkim chaosem, i jakimś cudem powstaliśmy też my, trochę bardziej zorganizowani. Kiedy jednak przyjrzysz się jak zachowuje się woda, co robią zwierzęta, jak poruszają się gwiazdy, jak rosną rośliny, i najlepiej zaczniesz do tego medytować i po prostu to obserwować, może pojawić się w Tobie głębsze zrozumienie całego świata.

Jesteśmy w epoce, w której powoli zaczniemy odchodzić od skupienia się na logicznym, mocno ograniczonym, lewopółkulowym myśleniu, a przejdziemy bardziej w rejony odczuwania, głębszego rozumienia i doświadczania całego świata.

Psychodeliki takie, jak Ayahuasca, grzyby psylocybinowe, LSD i inne, wyłączają nasze logiczne myślenie i pokazują nam stan faktyczny – naturalne szczęście i piękną, idealną harmonię wszystkiego ze wszystkim, którą da się zauważyć tylko przez wyłączenie logicznego myślenia i podłączenie do Źródła, z którego wszyscy pochodzimy. Tak naprawdę jesteśmy połączeni cały czas, ale… zbyt dużo rozpraszaczy powoduje, że o tym zapominamy.

 

„Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga wyrzeczeń.”

Gdy w 2012 roku wyzdrowiałem z atopowego zapalenia skóry, jeszcze przez pewien czas próbowałem zrozumieć co właściwie się stało. Ja tak naprawdę nie chciałem wyzdrowieć, bo to oznaczało wejście w coś nowego, potencjalnie niebezpiecznego i niekomfortowego. Bardzo chciałem natomiast ulgi, by już nie czuć objawów tej choroby (najlepiej na zawsze), ale nie chciałem wychodzić poza znane tereny.

Będąc jednak w desperacji i w pewnego rodzaju transie, jakoś udało mi się wejść w te bardzo niekomfortowe rejony, i w efekcie wyleczyć swoje ręce. Zauważyłem też, że po wyzdrowieniu całkowicie zmieniły się moje przekonania nt. tej choroby, wzrosła pewność siebie, zmienił się charakter.

Więc osobiście mogę potwierdzić to, o czym mówi Anthony de Mello. Ludzie chodzą do psychologa głównie po to, by się wygadać, by przyniosło im to ulgę, ale mało kto chce naprawdę wyzdrowieć, bo spotkanie ze swoimi lękami, traumami i chorobą jest często bardzo niewygodne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *